20 PKO Poznań Maraton

20 października w Poznaniu miało miejsce prawdziwe święto biegania, a to za sprawą Poznań Maraton. W tym roku świętowana była dwudziesta edycja tej imprezy! Na starcie nie zabrakło oczywiście reprezentantów AdRunaLine Team.

Start nastąpił o godzinie 9:00 z ulicy Grunwaldzkiej. Zawodnicy początkowe kilometry przebiegli podobnie jak w poprzednich latach, jednak od ok. 8 km ruszyli pod prąd starej trasy, która została zmodyfikowana i zostały także wprowadzone nowe odcinki, po których jeszcze nie biegano w ramach poznańskiej imprezy.

Najszybciej na mecie zameldował się Cosmas Mutuku Kyeva, który potrzebował do tego wyczynu 2 godzin 12 minut i 5 sekund. Kenijski zawodnik wygrał już poznańską imprezę w 2011 roku (2:11:53) oraz w 2018, ustanawiając rekord poznańskiej imprezy wynikiem 2:11:45.

Na drugim miejscu uplasował się Raymond Kemboi Chemungor z czasem 2:13:01, a na trzecim Mathew Kiptoo, któremu czas na mecie zatrzymał się na 2:15:58. Obaj zawodnicy tak jak i zwycięzca pochodzą z Kenii.

Piątym zawodnikiem i najszybszym Polakiem z czasem 2:17:06 był ambasador AdRunaLine, Emil Dobrowolski. Dla naszego zawodnika nie był to pierwszy start w poznańskim maratonie. Przygodę z królewskim dystansem rozgrywanym w stolicy Wielkopolski rozpoczął w 2011 roku, kończąc zawody na 4 miejscu i wynikiem 02:18:07. Powrócił w 2013 roku zajmując ponownie 4 miejsce i poprawiając się o ponad minutę, 2:17:13. Rok 2014 to już 2 miejsce na podium i czas 2:15:40. Rok 2015 przeszedł do historii, bo to właśnie wtedy Emil wygrał poznańską imprezę, co zagwarantował sobie czasem 2:13:50. W 2017 roku wywalczył 5 miejsce i czas 2:22:48.

Oto krótka relacja Emila z przebiegu rywalizacji w jubileuszowej 20 edycji Poznań Maratonu.

„Pogoda w Poznaniu była chyba najlepsza w jakiej dotychczas biegłem maraton. Na początku było nawet trochę za chłodno, wiatr był lekki, raczej nie przeszkadzał. Jak dobiegłem do mety temperatura była ok, dopiero później zaczęło robić się za ciepło na bieganie. Trasa maratonu była odwrócona w stosunku do poprzednich. Ciężko stwierdzić czy była szybsza, ja bym ją określił jako porównywalną z poprzednimi. Dopisali jak zwykle kibice, swoje imię słyszałem prawie na każdym kilometrze.

Jeśli chodzi o rywalizację, to ruszyłem na czas ok. 2:15, puszczając przodem 12 osób z elity (w tym 2 zająców) i trzymając równe tempo. Pierwsza połowa raczej bez historii, tuż przed połówką zobaczyłem, że grupka 2 Polaków biegnąca przede mną się rozerwała. Powoli dogoniłem i wyprzedziłem jednego, a koło 28 km dołączyłem do Kamila Karbowiaka, z którym biegłem do 40 km. Tempo trochę spadło, ale co jakiś czas mijaliśmy słabnących Kenijczyków. 2 km do mety postanowiłem zaatakować, ruszyłem mocniej uzyskując kilkusekundową przewagę, którą udało się dowieźć do mety. Czas wprawdzie mógłby być lepszy, ale pierwsze miejsce wśród Polaków i 5 Open bardzo cieszy.”

Wśród kobiet najszybciej trasę liczącą 42 kilometry i 195 metrów pokonała Monika Stefanowicz (dawniej Drybulska) z Poznania. Do tego wyczynu potrzebowała 2 godziny, 37 minut i 42 sekund. Był to jej drugi start w tej imprezie. W 2002 roku zajęła 2 miejsce z czasem 02:39:20.

Druga na mecie tegorocznej imprezy była Etiopka Tigist Tadese Bedada z czasem 2:37:58, którą Stefanowicz wyprzedziła na kilkaset metrów przed metą!

Najniższy stopień podium wywalczyła Beata Lupa, której zagwarantował to czas 2:40:41. Warto zaznaczyć, że był to jej debiut n tym dystansie.

W Poznań Maraton, oprócz Dobrowolskiego brali udział także inni nasi ambasadorowie. Oto ich wrażenia z biegu:

Marcin Kęsy

Maraton Poznań jest dla mnie wyjątkową imprezą. Tutaj równo dziesięć lat temu rozpocząłem przygodę z maratonem (4:08:44). Dokładnie pamiętam ten dzień. Każdy kilometr. Przebiegając wtedy linię mety nigdy bym się nie spodziewał, że choćby w jakiś minimalny sposób będę miał kiedyś wpływ na historię tego biegu.

Moim celem w tym roku stał się maraton w Nowym Jorku. To raptem dwa tygodnie po zakończeniu maratonu poznańskiego. Z jednej strony cieszę się, że mam możliwość startu w największym maratonie na świecie z drugiej żałuję, że nie mogłem rywalizować w swoim mieście.

Dyrektor maratonu Łukasz Miadziołko, zaprosił mnie na tę imprezę jako pacemakera. To trudne i bardzo odpowiedzialne zadanie. 30 km w tempie 3:42 – 3:44 min/km. Dla mnie treningowo wręcz idealnie. Biorąc po uwagę oczywiście nadchodzący maraton. Postanowiłem przygotować się do tego zadania jak do swojego biegu. Co 10 kilometrów bidon z izotonikiem oraz żele - czyli ,,trening żywieniowy’’. Niestety jak się później okazało, nie miałem tyle szczęścia. Moje bidony zostały zrzucone przez zawodników, którzy biegli przed nami. Nie panikowałem. W końcu nie ja byłem najważniejszy. Pogoda sprzyjała. Trasa wręcz idealna jak dla mnie. Techniczna, wymagająca przygotowania taktycznego. Początkowo nasza grupa liczyła 8 - 10 osób. Szybko jednak zaczęła topnieć. Po 12 kilometrach jej skład liczył 4 osoby. Kilometr 26 to spory podbieg. Tutaj charakter pokazała Monika Stefanowicz i na trasie zostaliśmy już sami. Znacznie wcześniej minęliśmy dwie rywalki, które nie zdecydowały się na ukończenie tego biegu. Kiedy kończyłem swoje zdanie na 30 km nasza trzykrotna olimpijka (Ateny, Pekin, Rio de Janeiro) zajmowała drugie miejsce z dużą, pięciominutową startą to prowadzącej Etiopki.

Jej pogoń trwała przez 12 km i zakończyła się sukcesem.

Tym bardziej się cieszę, że będąc tłem ogromnej walki jaką stoczyła zwyciężczyni Monika Stefanowicz, miałem możliwość ,,pozostawić swój ślad’’ w tym przedsięwzięciu.

Już dziś deklaruję swój udział w przyszłorocznym maratonie gdzie z pewnością powalczę o dobry rezultat.

Radosław Pluciński


Był to mój powrót do dystansu królewskiego po 6 latach. Podczas przygotowań czułem się tak sobie, ale podjąłem próbę łamania 3 godzin. Pierwsze 5 kilometrów przebiegłem w tempie na czas końcowy 3:04. Przez następne 15 kilometrów goniłem grupę, która biegła na 3 godziny. Niestety od 26 kilometra zaczęły się podbiegi i bardziej pofałdowana część trasy maratonu. W tym momencie moje tempo diametralnie spadło i musiałem zacząć iść, bo zaczęły mi doskwierać skurcze nóg. Ale i tak jestem zadowolony, bo w końcu to maraton, na którym wszystko się może zdarzyć. 20 PKO Poznań Maraton ukończyłem w czasie 3:30:49.

Michał Kubiak

Drugi maraton w tym roku i drugi z problemami z brzuchem. Sobota wieczór a ja czuję, że żołądek zaczyna puchnąć. Plan na Poznań Maraton był prosty. Pierwszą połowę lecę na 1:18 - 1:19, a na połówce będę decydować co dalej. Takie były plany, ale życie pisze swoje scenariusze. Po pierwszym kilometrze zrobiłem rozeznanie. Tempo 3:42 na km było idealne, biegłem, jak się później okazało z najszybszą kobietą Moniką Stefanowicz, prowadzoną przez Marcina Kęsego. Nic tylko biec w tym pociągu. Na 2 km zaczęło mnie zatykać. Żołądek był na tyle opuchnięty, że miałem problemy z przeponą i oddechem. To maraton myślę sobie, że przejdzie. Trzymam tempo, walczę, ale jest coraz gorzej niż lepiej. Mijam 8 km i rodzinę, która jak zawsze dopinguje na trasie. Zaczynam 10 km jak się okazuję ostatni. Na nim dziewczyny na czele z Marcinem zaczynają mi odchodzić, a ja nie jestem wstanie utrzymać tempa. Okazało się, że przebiegłem go w 4:14! Nie mogłem podjąć innej decyzji. Zatrzymałem się. Wściekły, zły i zawiedziony. Najgorsze są przygotowania, trwają długo i ich najbardziej szkoda. Bardzo szybko po rozmowie z trenerem Pawłem Grzonką podjęliśmy decyzję o kolejnym starcie na królewskim dystansie. Trzymajcie kciuki, bo już w tę niedzielę (27.10.2019 r.) stanę na starcie Toruń Maraton.

Grzegorz Urbańczyk


Moja przygoda z maratonem rozpoczęła się w Poznaniu w 2005 roku i 20 edycja tej imprezy, bardzo mnie kusiła, by znów stanąć na starcie. Jednak przede wszystkim brałem pod uwagę swoje możliwości, które raczej nie dawały mi szans na poprawienie życiówki na tyle, bym był w pełni usatysfakcjonowany końcowym rezultatem. Nie chciałem zupełnie odpuścić udziału w poznańskim święcie biegania, pomyślałem więc o zorganizowaniu strefy kibica. Szybko te plany pokrzyżował jednak telefon, z pytaniem o możliwość sędziowania poznańskiej imprezy. Oczywiście zgodziłem się, bo jeszcze nie miałem okazji brać udziału w tak dużej imprezie na takiej funkcji. Przyznany mi został punkt odżywczy na ok. 30 km. Moja uwaga głównie skupiała się na zawodnikach elity, których szczególnie dotyczą przepisy PZLA. Jeśli każdy uczestnik miałby być poddany tym obostrzeniom, musiałoby być wielu z nich ukaranych za niestosowanie się do wytycznych. Oczywiście oprócz pełnienia roli sędziego, byłem kibicem. Nie mogłem sobie odmówić dopingu, który wiem jak jest ważny dla każdego zawodnika. Sprawiało mi to ogromną radość, szczególnie, gdy widziałem wśród zawodników znajome twarze.

Okiem sędziego, ale i zawodnika, zauważyłem niestety wielu biegaczy, którzy nie potrafią się odpowiednio zachować biegnąc w grupie. Przykładami na to jest m.in. nagłe zatrzymywanie się, bez obejrzenia się, czy taki manewr nikogo nie narazi na kolizję, kibice wchodzący na trasę do swoich zawodników i ucinający z nimi pogawędki, a także wyrzucanie kubków pod nogi innych biegaczy.

Dodatkowo w Poznaniu rywalizowali wózkarze. Wśród których w kategorii wózków łańcuchowych pierwszy na mecie pojawił się paraolimpijczyk Rafał Wilk. Wśród kobiet zwyciężyła Anna Oroszova (Słowacja). W kategorii wózków z napędem bezpośrednim – aktywnym pierwszy przyjechał Witold Misztela, a wśród kobiet Joanna Stawicka.

20 Poznań Maraton im. Macieja Frankiewicza ukończyło 6072 uczestników (na starcie stanęło 6213 biegaczy). Tym samym poznański bieg stał się najliczniejszym w 2019 roku maratonem w Polsce.

Z pełnymi wynikami maratonu można zapoznać się na stronie: https://marathon.poznan.pl/strefa-zawodnika/wyniki/

Grzegorz Urbańczyk

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

WRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ