Wings for Life World Run

W niedzielę 5 maja odbył się wyjątkowy bieg, w którym to meta w postaci samochodu goni biegaczy, za jego kierownicą zasiadł Adam Małysz. Mowa oczywiście o Wings for Life World Run. 6. już raz biegacze rywalizowali w kilkunastu lokalizacjach na świecie, także w Poznaniu. AdRunaLine Team miał tam swoich reprezentantów, a byli nimi Michał Kubiak, Radosław Plucińki, Dorota Przybylak i Adrian Łukasik oraz ja – Grzegorz Urbańczyk.

Każdy z nas miał inne plany na bieg i starał się je realizować. Jak wyszło? Niech każdy wypowie się w swoim imieniu.

Michał

Majówka, i drugi raz z rzędu nie grill, a bieg Wings For Life Wold Run był moim celem. Plan był na wybieganie 30 km z zaznaczeniem, że jak będę dobrze się czuł mogę biec dalej. Uwielbiam ten bieg! Po pierwsze, dlatego że można pomóc biorąc w nim udział, po drugie wielkopolska publiczność jest najlepsza na świecie. Sam start uważam za udany, cytując klasyka „weszło jak w masło”. Pierwsze kilometry z górki i przy ulicznym dopingu, nogi niosły. Na 8 km byłem pod domem, doping z dwóch stron „Chudy dajesz”, fajne uczucie. Kolejne kilometry poza miastem biegło się dobrze, może nie idealnie, bo podbiegi oraz wiatr dawały o sobie znać, ale było ok. Przede mną biegł cały czas Grzesiek, z którym od czasu do czasu zamieniałem kilka słów. Na 27 km podjąłem decyzję, że kończę za 3 km, tak jak sugerował trener. Dlaczego? Nogi nie były lekkie po Orlen Maraton, po którym miałem praktycznie trzy tygodnie roztrenowania. Uważam, że to dobra decyzja. Moje średnie tempo biegu wyniosło 3:59 min/km, więc był to bardzo dobry trening. Cóż mogę dodać? Do zobaczenia za rok!

Radek

W 6. Biegu Wings For Life World Run udało się przebiec 40 km i 190 metrów co dało mi 105 miejsce w Polsce. Na całym Świecie zająłem natomiast 532 miejsce. Był to mój debiut w takim wyjątkowym biegu i myślę, że nie wyszło najgorzej. Bieg rozpocząłem odważnie w tempie po 4:05 min/km do piątego kilometra, następnie pod wiatr do 15 kilometra w tempie po 4:10-4:15. Po 17 km zanotowałem małą przerwę „za potrzebą”, przez która straciłem około 30 sekund. Od 18 kilometra aż do 32 kilometra biegłem w średnim tempie 4:14. Biegło się super i co jakiś czas udawało się wyprzedzać kolejnych biegaczy. Po 34 kilometrze zapłaciłem za dość mocne rozpoczęcie biegu i tempo mocno spadało, nawet 1 kilometr sobie przeszedłem i w ten sposób udało się dotrzeć do ponad 40 kilometra. Jeśli chodzi o przygotowania do tego biegu to były bardzo małe. Zaliczyłem jeden trening 30 km po 4:10, a uważam że to za mało by nabiegać więcej kilometrów. Organizacja biegu była super! Dziękuję wszystkim kibicom, którzy wspierali mnie na trasie!

Grzegorz

Można powiedzieć, że jestem uzależniony od Wingsa. Startuję od pierwszej edycji i również w tym roku nie mogłem odmówić sobie udziały w tym wyjątkowym biegu. Przede wszystkim z powodu jego charytatywnego celu, ale także wyjątkowej formuły imprezy. Naturalnie moja sympatia do imprezy spowodowana jest także historią imprezy, która już opisywałem.

Przygotowania do Wingsa nie przebiegały najlepiej. Miałem okresy dobrze przepracowanych tygodni na treningach, jak i tygodnie bez aktywności spowodowane także chorobą. Na kilka dni przed startem wiedziałem, że o dobry wynik będzie trudno. Wpływały na to także zmienione prędkości poruszającego się samochodu. Zdecydowałem się więc na start „na luzie”. Chociaż celowałem w 45-50 km, chciałem się dobrze bawić, celebrować pobyt na trasie. I tak też było! Początkowe kilometry bardzo szybko przeleciały (5 km – 18:39, 10 km – 38:30). Chociaż biegło mi się dobrze, zwolniłem po nich, bo zdawałem sobie sprawę, że takie tempo może negatywnie wpłynąć na kolejne godziny biegu. Na ok. 13 km spotkałem znajomego reportera z TVN24, który zaproponował wywiad: „Damy radę pogadać?” A dlaczego nie! Biegłem, więc rozmawiając i opisując bieg z mojej perspektywy. Po wymianie kilku zdań, wywiad zakończył się zadyszką Daniela, przedstawiciela mediów. Nie nudziłem się więc podczas biegu, szczególnie ze względu na licznie ustawionych kibiców na trasie, którzy byli rewelacyjni. Przybijanie piątek, okrzyki i żarty. Na ok. 25 km obejrzałem się za siebie i zobaczyłem Michała. Wykrzyknęliśmy do siebie kilka słów. Na ok. 29 km Michał zrównał się ze mną i oświadczył, że kończy na 30 km przygodę z biegiem. Ja biegłem dalej, czując się całkiem nieźle. Po 38 km tempo zaczęło mi spadać. Na dystansie maratonu zanotowałem czas 2:52:50. Bieg stawał się coraz cięższy. Z jednej strony miałem już powoli dosyć, z drugiej nadal starałem się cieszyć chwilą. Na ok. 500 m przed flagą oznaczającą 49 km pojawili się rowerzyści zwiastujący nadjeżdżający samochód-metę. Zmotywowali mnie oni okrzykami do walki o ostatnie metry. Ostatecznie rywalizację zakończyłem kilka metrów za flagą na 16 miejscu w Polsce i 85 na świecie. Byłem zadowolony. Wings for Life World Run to świetny bieg, w którym jest wszystko, czego mi potrzeba. Cel charytatywny, zabawa, emocje i rywalizacja. No i wpisuje się idealnie w moje motto „BIEGAM, ZWIEDZAM, POMAGAM”.

Dorota i Adrian

Na trasie pojawiliśmy się w roli mobilnych kibiców poruszających się na rowerach. Miło nam było oglądać radość na twarzy biegaczy, których dopingowaliśmy i motywowaliśmy do ucieczki. Jadąc po trasie biegu spotkaliśmy wielu kibiców, którzy w większości byli mega zaangażowani w to co robili. Przejechaliśmy sporo km na rowerach, podczas których krzyczeliśmy, śpiewaliśmy i klaskaliśmy. Adrian nawet stracił głos, tak bardzo się zaangażował w motywowanie zawodników do ucieczki. Na koniec udało nam się nawet dogonić zwycięzcę biegu Tomasza Osmulskiego. Było super!

Wings for Life World Run 2019

100% opłat startowych i darowizn przekazywanych przez biegaczy i osoby wspierające bieg, zasila najbardziej obiecujące badania mające na celu wynalezienie metody leczenia przerwanego rdzenia kręgowego.

W Polsce najlepszy był Tomasz Osmulski, który przebył 55,59 km. Wśród pań w Poznaniu triumfowała Agnieszka Kowalczyk z wynikiem 43,11 km. W Polsce wystartowało 7381 uczestników.

Globalnym Zwycięzcą został Rosjanin Ivan Motorin, który w Izmirze pokonał 64,37 km. Globalną Zwyciężczynią została jego rodaczka Nina Zarina startująca w Zug, gdzie przebiegła 53,72 km. Na całym świecie łącznie bieg ukończyło 64094 osób.

Grzegorz Urbańczyk

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

WRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ